sobota, 10 maja 2014

Chapter 1 ~ Eating Contest

       Faceci to świnie! Nie chcę ich znać! Płakałam wrzucając w ogień ostatnie zdjęcie przedstawiające mnie i tego dupka. Boże, jak mogłam z nim być? Dlaczego wcześniej się nie zorientowałam?
       — Uważaj co mówisz Alex! — Annabelle obserwowała mnie siedząc na sofie. Patrzyła na mnie z wysoko podniesionymi brwiami. — Coś często zmieniasz zdanie, skarbie. — Dodała, na co ja wywróciłam tylko oczami.
       — Mówię poważnie dziewczyny. Kończę z chłopakami. Od teraz będę żyła swoim życiem, adoptuję kota, będę pomagała starszym paniom przechodzić przez ulicę. — Oświadczyłam uroczyście.
       — Nie rozumiem Cię Alex. — Skomentowała moja druga przyjaciółka, Phoebe. — Zeszłej nocy byłaś tak przybita, a teraz mówisz, że kończysz z facetami. Co się dzieje?
       — Po prostu zeszłej nocy olśniło mnie, że to wszystko nie jest z mojej winy, a on nie jest wart mojego czasu. — Moje dwie przyjaciółki wywróciły oczami, wyraźnie dając mi do zrozumienie, że gadam głupoty. Nie kłamałam, podczas mojego użalania się nad sobą naprawdę doszłam do pewnych przemyśleń.
       O co chodzi? Cóż... Miałam chłopaka, Marcusa, którego kochałam najbardziej w świecie. Była to odwzajemniona miłość, przynajmniej ja tak myślałam... Byliśmy razem od dwóch lat, lecz wszystko skończyło się gdy znalazłam go półnagiego na sofie z domniemaną przyjaciółką — Sarah. Co zrobiłaby normalna dziewczyna w tej sytuacji? Po prostu wzięłam ze stołu wazon z kwiatami i rzuciłam nim w nich. W ten sposób będąc tak bardzo rozpalonymi, mogli choć trochę się ochłodzić. Chciałam im tylko pomóc! Próbowałam być dobrą dziewczynką. Marcus spojrzał na mnie z zaskoczeniem i zawstydzeniem jednocześnie, lecz ja wciąż milczałam. Odwróciłam się tylko i wyszłam zachowując resztki swojej dumy. Przynajmniej miałam w tamtym momencie dokąd wracać — mieszkanie dzieliłam z przyjaciółmi. To wszystko zdarzyło się dwa dni temu.
       Jestem jedną z tych dziewczyn, którym nigdy nie udawało się dobrze dobierać partnerów. Zawsze potrafili znaleźć sobie inną dziewczynę do towarzystwa, zdradzali mnie lub uznawali, iż nie jestem wystarczająco dobra i najzwyczajniej w świecie odchodzili. Biorąc pod uwagę dawne zawody miłosne, zdałam sobie sprawę, że na siłę próbowałam znaleźć miłość. Miałam dwadzieścia lat; miałam całe życie przed sobą. Nie zamierzałam przejmować się chłopakami. Do życia potrzebowałam tylko szczęścia, jedzenia i wody.
       — Jestem pewna, że tego pożałujesz Alex, lecz widzę, że od razu poprawił Ci się humor. Twoje szczęście, jest moim szczęściem. —  Powiedziała Phebs [1] wstając i przytulając mnie. — Żeby uczcić Twoją nową decyzję, gdzieś dziś wyskoczymy.
       Belle wstała i postanowiła dołączyć się do naszych planów.
       — Pójdziemy do tego nowego wesołego miasteczka? — Spytała w rozmarzeniu. Spojrzałyśmy z Phebs porozumiewawczo na siebie, a zaraz potem skinęłyśmy głowami z entuzjazmem wymalowanym na twarzy.


       — Pogłośnij! — Poprosiłam, a zaraz potem miałam na sobie sceptyczne spojrzenia moich przyjaciółek. — Co? Nie mogę chcieć posłuchać popowej muzyki? To, że słucham rocka, nie oznacza przecież, że nie mogę od czasu do czasu posłuchać jakiegoś innego gatunku. — Broniłam się, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
       Siedziałyśmy właśnie w samochodzie Phoebe, starym czarnym Land Roverze, którego kochałam całym sercem. Jeśli miałabym poślubić samochód, byłby to właśnie on. Piosenka, która właśnie rozbrzmiewała w głośnikach była zespołu, który uwielbiały moje przyjaciółki. Był to boy-band. Byli nowi w mediach i jeśli dobrze pamiętam, wygrali jakiś program. X-Factor — wydaje mi się, że tak właśnie się nazywał [2]. Nie byłam jednak pewna. Jak już powiedziałam, lubiły ich moje przyjaciółki, nie ja. Jednak nie hejtowałam ich. Nie byli po prostu w moim guście, to wszystko. Jednak w tamtym dniu potrzebowałam posłuchać czegoś chwytliwego i podnoszącego na duchu. Phebs i Belle nie należały do tych obsesyjnych fanek, lecz wiedziały naprawdę dużo o ich piosenkach oraz o nich samych. 
       Ja i moje przyjaciółki byłyśmy tak różne, a jednocześnie potrafiłyśmy się tak świetnie dogadywać. Spotkałyśmy się w przedszkolu i od czasów, gdy największym marzeniem każdej z nas było zostanie księżniczką, jesteśmy nierozłączne. Oczywiście wszystko się zmieniło, lecz my nieustannie zaciskamy nasze więzi. Belle to imprezowa dziewczyna, Phebs to mól książkowy, a ja jestem tą stanowczą. Lubimy całkowicie różne rzeczy, lecz dla pozostałej dwójki jesteśmy w stanie zrobić wszystko, nawet wskoczyć w ogień. Mamy tę samą ideologię i i aspiracje. Tak, nie chcemy być już księżniczkami, lecz każda z nas chce odnieść sukces w tym, co potrafi robić najlepiej.
       Fizycznie również jesteśmy inne. Podczas gdy Phoebe jest szczupła i niska z blond włosami i głęboko osadzonymi zielonymi oczami, Anabelle to bardzo szczupła niebieskooka brunetka. Ja jestem naturalnie brunetką, lecz jedną z moich pasji jest eksperymentowanie z włosami. Nie powinno więc nikogo zdziwić jeśli powiem, że na mojej głowie widniały już wszystkie kolory tęczy, a obecnie stanęło na różowym. Mam kilka kolczyków, tatuaży i zwykle ubieram się na czarno. Phebs ubiera się niezwykle dziewczęco, zawsze w sukienki i kwiaty. Natomiast Belle stara się podążać za najnowszymi trendami w modzie. Często próbuje ubrać mnie w jakieś kolory, lecz ja pozostaje raczej przy swoich wojskowych butach, podartych spodniach i za dużych bluzach.
       — Mam to wziąć jako początek radykalnej zmiany stylu? — Spytała Belle z nadzieją.
       — Nie. A teraz grzecznie włącz tę piosenkę od początku, zanim się rozmyślę i puszczę coś z mojego iPoda. — Zagroziłam jej. Dziewczyna od razu mnie posłuchała. Ani Belle, ani Phebs nie cierpiały listy odtwarzania znajdującej się w moim telefonie.
       Wkrótce osiągnęłyśmy cel podróży. Było tam naprawdę tłoczno, tak wiele atrakcji. Nie miałam pojęcia, w którym kierunku najpierw pójść, więc chwyciła dłonie moich przyjaciółek i pociągnęłam je ku pierwszej atrakcji na nasze drodze. W tym momencie czułam się jak dziecko w sklepie ze słodyczami, ale czy ktoś mógłby mieć o to pretensje? Byłam rzuconą dziewczyną, która próbowała dojść do siebie po okropnym zerwaniu. Potrzebowałam dużo rozrywki, aby w końcu zapomniec o Marcusie i o tym, co zrobił.
       Prawie dwie godziny później, Belle zobaczyła plakat, który przykuł jej uwagę. Gdy kazała spojrzeć mi w tamtą stronę, od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Była to promocja konkursu jedzenia i oczywiście miałam zamiar wziąć w nim udział. Poszłyśmy więc mnie zapisać, choć nie było to łatwe zadanie. Facet zapisujący uczestników, powiedział mi, że tylko chłopcy mogą wziąć udział w tym konkursie.
       — Jaja sobie robisz? — Odpowiedziałam moim ulubionym pytaniem. — Czy Ty naprawdę mówisz mi, że nie mogę brać udziału? A słyszałeś o czymś takim jak feminizm?
       — Przepraszam skarbie, ale nie sądzę, że poradziłabyś sobie z tym. — Powiedział, a ja już miałam uderzyć go w twarz. Krzesłem. Tak, czasami miałam problemy z wyładowywaniem gniewu.
       — Po pierwsze, nie nazywaj mnie skarbem, jeśli nie chcesz stracić swoich jaj. Po drugie, nie znasz mnie i nie wiesz, czy poradzę sobie z tym, czy nie. A po trzecie wspomniałam Ci już o czymś takim, jak feminizm. Więc lepiej zapisz mnie na tę pieprzoną listę. — Zagroziłam mężczyźnie, na co on wygiął tylko swoje łukowate brwi. — Chcesz wiedzieć, czy przesadzam? — Spytałam, a on podniósł ręce oznajmując swoją klęskę.
       — Okej, okej. Rób co chcesz, ale nie przychodź potem do mnie z pretensjami. — Uśmiechnęłam się radośnie, podczas gdy moje dwie przyjaciółki pękały ze śmiechu stojąc za mną. Tak, to nie był dzień, by zadzierać z Alexią Parter. Zapisałam się na liście i usiadłam na swoim miejscu przy długim stole, przy którym siedzieli już pozostali zawodnicy gotowi do startu. Po mojej prawej stronie siedział blond chłopak rozmawiający z pozostałą czwórkę osobników płci przeciwnej; byli ubrani na czarno, zupełnie jak ja tamtego dnia. Lecz prawda była taka, że ten kolor zupełnie im nie pasował. Popatrzyli na mnie ze zdziwieniem. Oni mieli 'to coś', może były to ich oczy lub uśmiechy. Blondyn wyróżniał się najbardziej, gdyż posiadał słodki dziecięcy uśmiech. Miał nawet aparat na zębach.
       Musiał poczuć mój wzrok na sobie, gdyż odwrócił się w moją stronę i spojrzał mi prosto w oczy. Miał niebieskie, głębokie i urocze oczy. Poczułam jak moje serce zaczyna głośno bić. Z trudem przełknęłam ślinę. 
       — Cześć. — Powiedział ze słodkim uśmiechem. Aparat ortodontyczny doskonale mu pasował. — Powodzenia. — Dodał. Zauważyłam jego specyficzny akcent.
       Miał dziwny akcent, lecz wcale nie wyróżniał się wyglądem; był taki jak inni. Doskonale potrafiłam odróżniać Brytyjczyków od Amerykanów, ale w tym przypadku nie mogłam jednoznacznie stwierdzić skąd pochodził chłopak. Wiedziałam tylko, że na pewno nie był stąd. 
       — Tobie również. — Była to jedyna rzecz, którą mogłam powiedzieć zanim położono przed nami duże miski napełnione po brzegi hamburgerami. Czas na pokaz!
       Zadzwonił dzwonek i zaczęłam jeść. Robiłam to we własnym rytmie, podczas gdy inni napełniali swoje usta najszybciej jak tylko mogli. Wiedziałam, że gdybym w tym momencie przyspieszyła, nie dałabym już rady pod koniec konkursu. Mogłam jeść bez przerwy przez długie godziny, lecz we własnym tempie; jeśli nikt mnie nie pośpieszał. 
       Tak jak myślałam, prawie wszyscy chłopcy po pewnym czasie mieli przed sobą dużą ilość hamburgerów, których nie potrafili już zjeść. Ja natomiast wciąż ze żółwim tempem jadłam je, a uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Minuty upływały, a we grze pozostałam tylko ja i chłopak po mojej prawej. Widziałam po jego twarzy, że ma już dość. Pozostawały mu jednak wciąż trzy duże hamburgery. Żułam właśnie ostatni kęs burgera, w czasie gdy blondyn rzucał się na bułkę, która jako jedyna pozostała na jego talerzu.
       — Mamy zwycięzcę! — Ten sam mężczyzna, który wcześniej nie chciał się zgodzić na mój udział w konkursie, teraz podszedł do mnie i uniósł w powietrze moją rękę. Spojrzałam na niego podnosząc jedną brew i nie ukrywając zarozumiałego uśmiechu. On tylko się zarumienił. — Gratulacje dla Alex, naszej nowej Pig Champion! 
       Wow, cóż za honor. — pomyślałam. 
       Tłum wiwatował. Zobaczyłam pośród zgromadzonych ludzi moje dwie przyjaciółki, które skaczą i klaszczą. Uśmiechnęłam się będąc dumną z samej siebie. Widziałam dużo twarzy, patrzących z niedowierzaniem, łącznie z chłopakami, którzy rozmawiali z wcześniej wspomnianym blondynem.
       Z uśmiechem na ustach ruszyłam w kierunku przyjaciółek trzymając w dłoniach trofeum. Nagle ktoś złapał mnie za łokieć. Odwróciłam się i zobaczyłam blondyna, z którym konkurowałam wysyłającego w moją stronę przyjazny uśmiech. Nie mogłam zauważyć tego wcześniej, lecz teraz, gdy stał naprzeciwko mnie, zdałam sobie sprawę, że jest  ode mnie o wiele wyższy. 
       — Witaj. — Powiedziałam patrząc na niego podejrzliwie. — Mogę Ci w czymś pomóc? — Spytałam.
       — Chciałem tylko powiedzieć 'wow'. To było niewiarygodne! Rzuciłaś nas na kolana. — Powiedział ze swoim akcentem. Znów zaczęłam się zastanawiać nad jego pochodzeniem. — Gratulacje. Przy okazji, jestem Niall. — Przedstawił się podając dłoń.
       — Alex. — Odpowiedziałam potrząsając ręką chłopaka. — Też byłeś niezły. — Uśmiechnął się jeszcze raz. — Cóż... Moje przyjaciółki czekają. Muszę już iść. Miło było Cię poznać Niall. — Powiedziałam wskazując w prawo, gdzie Belle i Phoebe czekały na mnie.
       — Oh, jasne! — On wciąż wbijał swój wzrok w moją postać. Czułam, że Niall chce jeszcze coś dodać, lecz nie może tego wykrztusić. — Alex, zastanawiałem się, czy nie chciałabyś może wyskoczyć gdzieś ze mną.
       — Masz na myśli jedzenie? — Spytałam szczerząc się. — Przepraszam, ale jestem już chyba najedzona do końca tygodnia. — Odpowiedziałam szybko, na co chłopak tylko się zaśmiał.
       — W sumie to ja też. Myślałem o innym dniu. Oczywiście jeśli masz na to ochotę. Nie będę nalegał.
       Otworzyłam usta formując je w perfekcyjne kółko. Nie mogłam mu przecież powiedzieć, że już ewidentnie skończyłam z chłopakami, co jest jednoznaczne z końcem randek. Nawet jeśli był on fajny i miał piękne niebieskie oczy, które zawsze podobały mi się u chłopaków, nie mogłam przyjąć jego propozycji.
       — Przepraszam Niall, nie zrozum mnie źle: jesteś naprawdę fajnym chłopakiem i założę się, że miło by się z Tobą rozmawiało, ale nie mogę. — Powiedziałam i zobaczyłam nagłą zmianę w jego oczach. Małe iskierki, które wcześniej błyszczały w oczach chłopaka nagle zniknęły, a ich miejsce zajęło zakłopotanie.
       — Rozumiem. Wszystko w porządku. Muszę już iść do kolegów. Żegnaj Alex. — Powiedział rumieniąc się. Po chwili nie było go już przy mnie. Poczułam się okropnie. Niall wyglądał na naprawdę fajnego chłopaka. Prawdopodobnie w innej sytuacji, powiedziałbym mu 'tak', lecz na pewno nie tym razem.
       Westchnęłam i odwróciłam się w stronę Phoebe i Anabelle, wciąż na mnie czekających.

_____________________________________________________________________

[1] — Jest to zdrobnienie imienia Phoebe.
[2] Wiem, że One Direction nie wygrali X-Factor. Alex nie zna ich jednak, nie jest ich fanką, więc automatycznie stwierdziła, że jeśli są popularni, oznacza to, że musieli wygrać jakiś talent-show.

Liczba słów: 2234

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz